|
430. Dom. Dzień rodzinny. Sobota a nie niedziela w domu, to rzadkość i stąd pewna niezwykłość tego dnia. Film niezwykłej produkcji i niezwykłej urody w kinie z dzieckiem i dziecka przyjaciółeczką, przedświątecznie pierniczkowanie i nagle dziecko pyta: - Tato, a tobie coś się ostatnio śniło w pracy fajnego? Niezwykłość tego pytanie dociera do mnie dopiero po chwili. To prawda, że czasem może mi się w pracy nawet coś przyśnić, a niewiele jest takich profesji... :) I co by różni maruderzy nie gadali, to sprawa była obrabiana już przez niejedną instytucje i wszystkie werdykty stwierdzały nieodmiennie: moja praca na dyżurze polega na gotowości! Nie za to mi się płaci, że stoję przy taśmie, a za to, że w każdej chwili dnia i nocy przy tej "taśmie" natentychmiast stanę... Jak jutro na przykład. Bo też i gdy większość ogromna śpi jeszcze snem niedzielnego poranka, ja już będę się pakował do godzinnej drogi na dyżur... ostrydyzur 2011-12-10 21:34:08 skomentuj (15) 429. SOR. Proponowałbym nie kupować przez parę miesięcy aut marki powiedzmy X w Mieście_C... Marki z nazwy nie wymienię, gdyż mógłbym zostać jeszcze posądzony o negatywną reklamę i - nie daj panie - przez firmę powiedzmy X pozwany! A ja do marki nic nie mam (a mogłbym - sam nią jeżdżę!) i tylko tak, w trosce o potencjalnego klienta i użytkownika... Auta jechały na platformach pociągu a nikt nie wie przecież, czy przy hamowaniu kolizyjnym nic im się nie stało?.. Poza tym nie mam nic przeciwko, by kierowca z 2‰ we krwi każdorazowo zderzał się tylko z pojazdami kolejowymi o tej masie lub przeszkodami stałymi (preferowane filary wiaduktów!), a nie na przykład z trzeźwymi tego dnia uczestnikami ruchu wracającymi z dziećmi do domu. No i oczywiście, aby mógł pakować do auta gotowych podróżować z nim debili nie tylu, ile wynika z dowodu samochodu, a tylu, ilu doń wlezie pod sam sufit... Niech będzie strata kolejarzy (nie zazdroszczę stresu) i moja (który dość się najebię w SOR z baranami, którzy kolizję przeżyją)!.. ostrydyzur 2011-10-24 23:46:15 skomentuj (5) 428. Pogotowie_2. Więcej notek z takim tytułem już nie będzie... Rozwój osobisty człowieka musi polegać na tym, że za pracę taką samą chciałoby się dostawać coraz więcej, albo chociaż tyle samo za coraz mniej pracy... I to właśnie działanie gdzieś w tym kierunku... Może za to od czasu do czasu pojawi się tu wpis pod tytułem "pogotowia_3"?
Z jednej strony każdy wczorajszy pacjent utwierdzał mnie w przekonaniu o słuszności tej decyzji, a z drugiej... pięć lat to jednak pięć lat. Szczególnie nie przepadam za koniecznością poznawania nowych ludzi zupełnie od nowa... Z wszystkim innym jakoś idzie sobie poradzić...
ostrydyzur 2011-08-30 20:51:50 skomentuj (7) 427. Dom. Weekend pijaństwa, ale tym razem mam po temu dobry powód (nawet pan kurier Poczty stwierdził, że trzeba opić)... Dziś powoli sam (niby nie chciałem, ale skoro nawet dziecko w związku z wydarzeniami nocuje u fińskiej cioci), ale już jutro... Jakbym zobaczył coś takiego w kinie, to wyszedłbym z tak kiczowatego scenariusza z kina, ale w życiu: jak masz trafić na porodówkę, to oczywiście w dniu, gdy dyżur ma Twój kolega (i jedyny znany Ci w tym szpitalu ginekolog) i to w dniu... jego urodzin... W życiu niestety jest też tak, że umarł król niech żyje król. Jakże dziwnie podpisywało się w SOR-ze listę obecnosci lipca, gdzie w pierwszych kliku dniach podpisywal się Kolega_O, a już w połowie miesiąca co poniektórzy mieli szansę być na jego pogrzebie. Czasem mam go jeszcze pod powiekami, jak zamknę oczy... ostrydyzur 2011-08-05 22:02:34 skomentuj (7) 426. SOR. Organizując w ramach Narodowego Eksperymentu Bezpieczeństwa kolejny Weekend bez ofiar przynajmniej oficjalnie przyznaje się, iż bezpieczeństwo drogowe jest w tym kraju wciąż jeszcze kwestią... eksperymentalną. Statystyka zaś wskazuje, jak bardzo jest to eksperyment tragiczny i kosztowny. I nie narzekam tym razem od siebie tylko. Pamiętam ubiegłoroczny weekend bez ofiar, kiedy to miałem na SOR-ze dwa "eksperymentalne" trupy. Tym razem (że też ja zawsze mam w takie dni tam dyżury!) nikogo z Eksperymentu nie mieliśmy, acz weekend i tak obfotował w wiele dramatycznych objawień. Te porozbijane sobotnie pijackie łby były znów jakimś miłym i wesołym przerywnikiem między jedną tragedią i kolejną... Nawet nie chce mi się pisać o nich czegoś więcej; jeszcze ich nie przetrawiłem... ostrydyzur 2011-06-28 00:27:32 skomentuj (4) 425. Dom. Urlop krótki acz bardzo udany: pogoda niemordercza (wnętrza klimatyzowane), okoliczności przyrody malownicze, kuchnia odkrywcza (dwie świetne restauracje - mam z dwa kilo więcej), zakupy sztuki bardzo udane (ech, te ceny!). I tylko ta droga... Ci, którzy już nie żyli, gdy my jeszcze jedliśmy śniadanie (a dzieci w stanie ciężkim już w szpitalu...) też rano coś zjedli i też nie pomyśleli że jadą po śmierć a nie niedzielną wycieczkę... I znów na przestrzeni pięciuset kilometrów jazdy ze trzy razy jechaliśmy obok (lub naprzeciw) idiotów, którzy muszą dziś jeszcze kogoś życia pozbawić i wygląda, że wszystko im jedno kogo - siebie czy innego kogoś... "Z powrotem" i tak lepiej niż "tam"... Jeszcze trochę i to już będzie blog tylko o tym, jak nie cierpię jeżdzić po naszych drogach... Zamknę ten i otworzę nowy - antymotoryzacyjny... ostrydyzur 2011-06-13 00:06:27 skomentuj (2) 424. SOR. Już po zarażeniu tą ideą nawet dziecka w przedszkolu ("Tato, to kiedy będzie ten dzień pechowy?") obawiałem się, że tym "wiadomo, piątek trzynastego" wkurzać mnie będzie co drugi pacjent z urazem... I wkurzał! Ale plusem niewątpliwym magii pechowego dnia jest to, iż urazów było ze dwa razy mniej niż zazwyczaj, więc i wkurzających było odpowiednio niewielu... Co im miałem objaśniać, że na co dzień mamy urazowych pacjentów dwa razy więcej? A swoją drogą: internistyczni nie pomstowali na los okrutny i liczba ich jakby bardziej normatywna... Ani jednego psychicznego. ostrydyzur 2011-05-16 00:08:01 skomentuj (2) |
||||