ostrydyzur blog

Twój nowy blog

430.

17 komentarzy

Dom. Dzień rodzinny. Sobota a nie niedziela w domu, to rzadkość i stąd pewna niezwykłość tego dnia. Film niezwykłej produkcji i niezwykłej urody w kinie z dzieckiem i dziecka przyjaciółeczką, przedświątecznie pierniczkowanie i nagle dziecko pyta:
- Tato, a tobie coś się ostatnio śniło w pracy fajnego?
Niezwykłość tego pytanie dociera do mnie dopiero po chwili. To prawda, że czasem może mi się w pracy nawet coś przyśnić, a niewiele jest takich profesji… :) I co by różni maruderzy nie gadali, to sprawa była obrabiana już przez niejedną instytucje i wszystkie werdykty stwierdzały nieodmiennie: moja praca na dyżurze polega na gotowości! Nie za to mi się płaci, że stoję przy taśmie, a za to, że w każdej chwili dnia i nocy przy tej „taśmie” natentychmiast stanę… Jak jutro na przykład. Bo też i gdy większość ogromna śpi jeszcze snem niedzielnego poranka, ja już będę się pakował do godzinnej drogi na dyżur…

429.

5 komentarzy

SOR. Proponowałbym nie kupować przez parę miesięcy aut marki powiedzmy X w Mieście_C… Marki z nazwy nie wymienię, gdyż mógłbym zostać jeszcze posądzony o negatywną reklamę i – nie daj panie – przez firmę powiedzmy X pozwany! A ja do marki nic nie mam (a mogłbym – sam nią jeżdżę!) i tylko tak, w trosce o potencjalnego klienta i użytkownika… Auta jechały na platformach pociągu a nikt nie wie przecież, czy przy hamowaniu kolizyjnym nic im się nie stało?.. Poza tym nie mam nic przeciwko, by kierowca z 2‰ we krwi każdorazowo zderzał się tylko z pojazdami kolejowymi o tej masie lub przeszkodami stałymi (preferowane filary wiaduktów!), a nie na przykład z trzeźwymi tego dnia uczestnikami ruchu wracającymi z dziećmi do domu. No i oczywiście, aby mógł pakować do auta gotowych podróżować z nim debili nie tylu, ile wynika z dowodu samochodu, a tylu, ilu doń wlezie pod sam sufit… Niech będzie strata kolejarzy (nie zazdroszczę stresu) i moja (który dość się najebię w SOR z baranami, którzy kolizję przeżyją)!..

428.

7 komentarzy

Pogotowie_2. Więcej notek z takim tytułem już nie będzie… Rozwój osobisty człowieka musi polegać na tym, że za pracę taką samą chciałoby się dostawać coraz więcej, albo chociaż tyle samo za coraz mniej pracy… I to właśnie działanie gdzieś w tym kierunku… Może za to od czasu do czasu pojawi się tu wpis pod tytułem „pogotowia_3″?

Z jednej strony każdy wczorajszy pacjent utwierdzał mnie w przekonaniu o słuszności tej decyzji, a z drugiej… pięć lat to jednak pięć lat. Szczególnie nie przepadam za koniecznością poznawania nowych ludzi zupełnie od nowa… Z wszystkim innym jakoś idzie sobie poradzić…

427.

7 komentarzy

Dom. Weekend pijaństwa, ale tym razem mam po temu dobry powód (nawet pan kurier Poczty stwierdził, że trzeba opić)… Dziś powoli sam (niby nie chciałem, ale skoro nawet dziecko w związku z wydarzeniami nocuje u fińskiej cioci), ale już jutro…
Jakbym zobaczył coś takiego w kinie, to wyszedłbym z tak kiczowatego scenariusza z kina, ale w życiu: jak masz trafić na porodówkę, to oczywiście w dniu, gdy dyżur ma Twój kolega (i jedyny znany Ci w tym szpitalu ginekolog) i to w dniu… jego urodzin…

W życiu niestety jest też tak, że umarł król niech żyje król. Jakże dziwnie podpisywało się w SOR-ze listę obecnosci lipca, gdzie w pierwszych kliku dniach podpisywal się Kolega_O, a już w połowie miesiąca co poniektórzy mieli szansę być na jego pogrzebie. Czasem mam go jeszcze pod powiekami, jak zamknę oczy…

426.

4 komentarzy

SOR. Organizując w ramach Narodowego Eksperymentu Bezpieczeństwa kolejny Weekend bez ofiar przynajmniej oficjalnie przyznaje się, iż bezpieczeństwo drogowe jest w tym kraju wciąż jeszcze kwestią… eksperymentalną. Statystyka zaś wskazuje, jak bardzo jest to eksperyment tragiczny i kosztowny.
I nie narzekam tym razem od siebie tylko. Pamiętam ubiegłoroczny weekend bez ofiar, kiedy to miałem na SOR-ze dwa „eksperymentalne” trupy. Tym razem (że też ja zawsze mam w takie dni tam dyżury!) nikogo z Eksperymentu nie mieliśmy, acz weekend i tak obfotował w wiele dramatycznych objawień. Te porozbijane sobotnie pijackie łby były znów jakimś miłym i wesołym przerywnikiem między jedną tragedią i kolejną… Nawet nie chce mi się pisać o nich czegoś więcej; jeszcze ich nie przetrawiłem…

425.

2 komentarzy

Dom. Urlop krótki acz bardzo udany: pogoda niemordercza (wnętrza klimatyzowane), okoliczności przyrody malownicze, kuchnia odkrywcza (dwie świetne restauracje – mam z dwa kilo więcej), zakupy sztuki bardzo udane (ech, te ceny!).
I tylko ta droga… Ci, którzy już nie żyli, gdy my jeszcze jedliśmy śniadanie (a dzieci w stanie ciężkim już w szpitalu…) też rano coś zjedli i też nie pomyśleli że jadą po śmierć a nie niedzielną wycieczkę… I znów na przestrzeni pięciuset kilometrów jazdy ze trzy razy jechaliśmy obok (lub naprzeciw) idiotów, którzy muszą dziś jeszcze kogoś życia pozbawić i wygląda, że wszystko im jedno kogo – siebie czy innego kogoś… „Z powrotem” i tak lepiej niż „tam”… Jeszcze trochę i to już będzie blog tylko o tym, jak nie cierpię jeżdzić po naszych drogach… Zamknę ten i otworzę nowy – antymotoryzacyjny…

424.

2 komentarzy

SOR. Już po zarażeniu tą ideą nawet dziecka w przedszkolu („Tato, to kiedy będzie ten dzień pechowy?”) obawiałem się, że tym „wiadomo, piątek trzynastego” wkurzać mnie będzie co drugi pacjent z urazem… I wkurzał! Ale plusem niewątpliwym magii pechowego dnia jest to, iż urazów było ze dwa razy mniej niż zazwyczaj, więc i wkurzających było odpowiednio niewielu…
Co im miałem objaśniać, że na co dzień mamy urazowych pacjentów dwa razy więcej? A swoją drogą: internistyczni nie pomstowali na los okrutny i liczba ich jakby bardziej normatywna… Ani jednego psychicznego.

Klinika. Jestem, nie umarłem, choć wiem dokładnie, że właśnie tak łatwo znika się z tego świata… Trzy miesiące siedziałem po prostu na dupie, która spłaszczyła mi się w tym czasie jak ziemia wsparta na karkach trzech słoni. A propos słonia, to mam też po tych trzech miesiącach ze 3 kg więcej w sobie, ale nad tym właśnie pracuję…
Musiałem coś po prostu wysiedzieć i wysiedziałem! A co? Jajco! Co innego można wysiadywać tak długo? ;)

Wracam do gry…

422.

18 komentarzy

Pogotowie_2. Omal nie zapomniałbym odnotować spostrzeżenia, że podczas dyżuru w jeden dzień ostatniego weekendu organoleptycznie przekonałem się, iż naród zmienił dzień tygodnia jeśli chodzi o oblucje i myje się teraz na pewno nie w sobotę. I nie mówię tu o tych, którym zdarzyło się coś nagłego i nieprzewidywalnego, a o tych jedynie, co kaszlają od tygodnia, albo od trzech dni „rwie ich w krzyżu” i wiedzą, gdzie i po co idą… Po piątym śmierdzielu już nawet nie wietrzyliśmy ambulatorium…

421.

9 komentarzy

Pogotowie_2. Do jednego ze znanych mi szpitali przywieziono ostatnio pacjentkę z „wykrzywioną twarzą”. Interniści podeszli ze zrozumieniem i kobieta – z rozpoznaniem udaru z niedowładem twarzowo-ramiennym – trafiła na oddział. Już po trzech dniach udar okazał się… zwichnięciem w stawie skroniowo-żuchwowym. Jeśli sprawa wyglądała tak, jak ją znam z bezpośredniego źródła, to jest to jeden z lepszych dowcipów medycznych, jaki w życiu słyszałem. I założę się też, że najmniej śmieszna przygoda w życiu owej kobiety… Dr Haus też jest ponoć świetnym dignostą, ale to dopiero jest coś!..

Widok z dzisiejszego nad-ranka… Boję się, że jak zamknę oczy, to będę miał go pod powiekami… I ten zapach… Nikomu nie życzę…


  • RSS